O autorze
Jako dyplomata, który pełnił wiele funkcji (także wyższych) w MSZ i na placówkach mam pewne doświadczenie pozwalające na oceny wydarzeń międzynarodowych i naszych działań zagranicznych.
Jako emerytowany dyplomata nie mam szefa i dzięki temu mam swobodę wypowiedzi.
Nie wykorzystuję tej swobody dla zrzędzenia, że „przedtem było lepiej”, „co oni wyprawiają?!”, „ja bym to zrobił lepiej”.
Nie świerzbią mnie palce, żeby natychmiast wystukać, co mi przyjdzie do głowy. Dyplomatyczna praktyka podpowiada mi: „prześpij się z tym tematem, daj przemyślaną ocenę”.
Kontakt:
jwpiekarski@diplomats.pl

Baby Boy i królewskie sukcesje

Monarchowie i politycy stoją przed wyborem. O sukcesji monarchów może decydować abdykacja, o sukcesji i sukcesie polityka decydują wyniki wyborów.

Skończyło się szaleństwo wokół „royal baby”, ale to nie znaczy, że wracamy do szarej rzeczywistości. Najbliższe dni to jeszcze będzie szał wokół ” Małego Księcia”.
Świat i Polska kochają monarchie i wszelkie słowa o śmierci monarchii, jako ustroju państwa są przesadzone. Antymonarchiści, ruch normalny w społeczeństwach demokratycznych, ciągle stanowią mniejszości głośne, ale niezagrażające aktualnie panującym władcom. W tej słabości do bajkowego systemu urządzania państwa, utwierdzają nas media, dla których to, co się dzieje na dworze, nie tylko w sezonie ogórkowym, jest łakomym i lukratywnym kąskiem, który trzeba ciągle podgrzewać. Ale pamiętajmy, że ciągłe podgrzewanie sprawia, że mięso staje się łykowate, zwęglone i zaczynamy żałować, że nie mogliśmy zjeść go wcześniej.
Baśń o królewskim dziecku była trochę, jak ta ciąża(?), przenoszona przez media i teraz mamy westchnienia „no, nareszcie!”. Jedni się cieszą, że urodził się Mały Książe, inni rozczarowani, że nie będzie to królowa II połowy XXI wieku na miarę Victorii lub Elżbiety II. Poród przebiegł bez komplikacji, mama i dziecko mają się dobrze i wkrótce sprawa przestanie być interesująca dla mediów i publiczności.
Ten rok w ogóle przebiega pod znakiem wydarzeń z kroniki dworskiej: Jubileusz Królowej (wiadomo, jakiej, bo jak mówimy Królowa, to zawsze myślimy angielska, choć jej tytuł i obszar władania jest znacznie szerszy); abdykacja Królowej Niderlandów; abdykacja Króla Belgów no i ostatnie wydarzenie: narodziny następcy (3 w kolejności) tronu brytyjskiego.
Z monarchiami wiąże się zawołanie „umarł król, niech żyje król”. Cywilizacja XXI wieku je zweryfikowała. Ostatnie zmiany na tronach odbywały się nie po śmierci monarchy, a po jego abdykacji . Tak było w Luksemburgu (2000), Holandii (2013), Belgii (2013), a nawet w Watykanie (2013). Można było krzyczeć „niech żyje król” w obecności odchodzącego w szacunku abdykującego władcy. Wszyscy oni nie odchodzili z goryczą przegranych wyborów i utraty zaufania swoich obywateli, a z godnością, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku i potrzeby ustąpienia na rzecz młodszych i zdrowszych.
Cóż za lekcja dla wybieralnych polityków. O ileż piękniej jest wybierać moment odejścia w chwale niż nie być wybranym. Słowa pochodzące od wybory mogą jak widać mieć różne znaczenia. Ważne jest, aby polityk dokonał właściwego wyboru zanim stanie do wyborów.
„Mały Książe” jeszcze długo nie będzie miał tych dylematów. Pytanie może stanąć przed jego prababcią Elżbietą II. Czy trwać do końca swoich dni, czy pójść śladami wymienionych wyżej kuzynów z innych panujących w Europie rodzin królewskich i za przykładem kościelnego „monarchy” Benedykta XVI.
To pierwszy przypadek w historii brytyjskiej monarchii, że żyje cztery pokolenia rodziny królewskiej i w linii sukcesji mamy syna, wnuka i prawnuka. Czas matriarchatu wkrótce się skończy.
Trwa ładowanie komentarzy...